Link :: 22.06.2008 :: 23:38
[bo historia powinna być dopowiedziana chociaż w minimalnym stopniu.]
Możliwe, że umacnianie mnie było Twoim błędem. Od zawsze byłam niesforna, nieuporządkowana, nieujarzmiona. Osobiste tragedie moje nieogarnięcie lekko rujnowały, usypiały, chowały we mnie. Ty nie chciałeś, bym była schowana w sobie. Próbowałeś mnie odnaleźć. Całą mnie. Stopniowo wydobywałeś mnie ze mnie. Możliwe, że owe wydobywanie było Twoim błędem. Gdy poczułam się na nowo silna, zaczęłam więcej wymagać od świata. Zaczęłam więcej wymagać od Ciebie, bo przede wszystki Ty byłeś moim światem. I zauważyłam wszystkie Twoje niedostatki. I zauważyłam to, co mnie najbardziej dotknęło. Twoją zaborczość. To nie do końca była Twoja wina. Budziła się we mnie gdzieś ta myśl. Ale ptak poczuł się zamknięty w klatce. Uśpiony, nie był świadomy tego, co się dzieje. Gdy zrozumiał, napawało go to obrzydzeniem. Jak można człowieka, którego darzyło się takim uczuciem, zaufaniem i wdzięcznością, tak mocno znienawidzić? Skąd u mnie zdolność do tak silnych uczuć? Znienawidziłam tego, którego najbardziej kochałam.
Spakowałam walizkę. Nie napisałam pożegnalnego listu. Poszłam na dworzec. Dokąd? Wrocław. Dlaczego nie. Mówi się, że do trzech razy sztuka. Po raz trzeci zaczęłam nowe życie.
Komentuj (0)


Link :: 17.12.2006 :: 02:12
Pogrążałam się stopniowo. Wydawać się może, że fascynował mnie przede wszystkim dlatego, iż był moim wybawcą. Nieprawda. Przede wszystkim Jego chęć życia, poznania i przygody. Był jak mój mistrz, nauczyciel. Uczył mnie smakować świat. Pokazywał zaskakujące miejsca, ludzi, obrazy, dawał do przeczytania kontrowersyjne artykuły, buntował na obojętność i nijakość. Sprawiał, że z osoby wypalonej, bez celu w życiu stawałam się kobietą ukierunkowaną i myślącą. Dostrzegałam zmiany, z dnia na dzień co raz mocniej. Może to tak naprawdę było przyczyną kolejnej ucieczki? Czasami zastanawiam się jak długo można uciekać przed życiem, a raczej przed samym sobą i wichrem uczuć. Może lepiej by było zamieszkać w wielkim lesie i nikomu nie wspominać o swoim istnieniu, by nie ranić? Najgorszy z czynów. Ranienie bliskich. Nawet, gdy oni nas ranią, gdy my zadajemy cios, jesteśmy najbrudniejszymi istotami. Lepię się od brudu.
Komentuj (1)


Link :: 26.01.2006 :: 00:43
[staram się wrócić...]

Zrozumiałam ostatnio, że życie nie można oceniać po całej jego fabule. Wiecie co jest najpiękniejsze? To, czego zawsze się najbardziej czepiałam. Drobiazgi. Szczegóły. Krótkie chwilki. Jeden uśmiech. Jeden gest. Jedna pomocna dłoń. Zapach kawy. Ciepły koc. Piękny sen. Moment. Moment, który zostaje w sercu na długo.
Pewnie myślicie, że najpiękniejszy moment to ten, w którym zabrał mnie z peronu i wprowadził w nowe życie. Nieprawda. To był zaczątek. Bo takich momentów mogłabym mnożyć przed swoimi oczyma i segregować na rozmaite sposoby. Tylko zrozumiałam jedno. Nie doceniamy. Nie doceniamy ich. Przyćmiły mi je kłótnie, uniesienia wszelakie, wichry uczuć targające bezlitośnie. Bałam się na Niego krzyczeć. Przecież żyłam na Jego łasce. Ale to nie łatwe. Nie był łatwy. Był człowiekiem. Skomplikowany i złożony jak każdy z nas. Labirynt tysiąca myśli, uczuć i zachowań. Labirynt życia.
Ale nie chce by ktoś pomyślał, że nie był dobry. Są momenty, w których Go nie lubię. W których krzyczę, że wręcz nie cierpię. W których rzucam w Niego pokrzywami i się tego nie wstydzę. Przynajmniej podczas rzucania. Tak naprawdę [nie wstydźmy się uczuć] był dla mnie najpiękniejszym obrazem człowieka, jaki dotychczas spotkałam. Ale jeszcze niezbyt doskonałym jak na moje wyobrażenia...
Wróćmy do tych pięknych chwil. Chciałabym opowiedzieć o jednej. Prosta banalna. Krótka. Zabrał mnie kiedyś na spacer. Zmierzchało się już. Był taki wesoły. Bawiło mnie to, że zamiast iść, wręcz unosiło go powietrze. Przysiedliśmy na schodkach małej kamieniczki. Niebo było piękne. Wymarzone. Oblane wręcz gwiazdami. Malował mi palcem zwierzątka. Kotek, wróbel, wąż. Ani ja, ani On nie znaliśmy się na gwiazdach. I wtedy zobaczyłam te iskierki w Jego oczach. Te płomyczki. I całe niebo, każdą najmniejszą gwiazdę. Wszystko to zatopione w błękitnej otchłani. I sama chciałam się w niej pogrążyć...

Komentuj (4)


Link :: 23.09.2005 :: 15:56
Danielu,

Powinieneś usłyszeć te słowa 7 lat temu. Należały Ci się. Wiem, że już zbyt późno...Jednakże chciałabym, abyś posłuchał.
Moją największą wadą jest to, że nieustannie popełniam te same błędy. Tak, jak nie podziękowałam Tobie za opiekę, tak nie podziękowałam osobie, którą najbardziej kochałam. Nie podziękowałam mojej mamie. Nie zdążyłam. Umarła przy moim porodzie...To już był wielki gwóźdź do mojej trumny. Znienawidziłam samą siebie po pierwszych oddechach.
Wychowywała mnie babcia z dziadkiem. Tata się załamał i zniknął. Tak po prostu. Nie wiem czy nawet żyje. Nie wiem co się z nim działo czy dzieje. Nie wiem nic.
Krępowały mnie zawsze pytania o mamę i tatę. Można powiedzieć, że mnie rozkruszały. Nie umiałam na nie odpowiadać. Dużo przez nie płakałam.
Byłam niewdzięcznicą. Sprawiałam wiele problemów. Uciekałam w nieciekaw towarzystwo, alkohol... Chciałam zatuszować mój ból. Pomyślisz, że przecież miliony dzieci mają to samo i to nic takiego. To nierpawda. Miliony dzieci po prostu czuje się jak ja.
Jednak głównym powodem ucieczki było to, co zrobiłam 2 dni przed naszym spotkaniem...
Byłam rozgoryczona. Jakąs głupotą. Obrażona. Na cały świat. Krzyczałam na całe mieszkanie. Machałam rękami. Babia starała się mnie uspokoić, ale nie działało. W końcu krzykła. To była rzadkość. A ja? Ja zirytowana jeszcze bardziej wzięłam jej ulubiony wazon i zbiłam o ścianę. Głupota? Wielka. Wazon po prababci. Jedyna pamiątka. Babcię zatkało. Zatkało też mnie. Uciekłam. Pobiegłam przed siebie.
Myślisz, że to wszystko? Nieprawda...
Wróciłam na drugi dzień do domu. Brudna, rozczochrana i podpita. Miałam strasznego doła. Straszne myśli. Dziadek unikał mego spojrzenia. Nie wypowiedział ani słowa. Babci nie było. Poszłam spać. Obudziłam się i dziadek płakał. Płakał jak dziecko. Dawno nie widziałam jego łez. Nie wiedziałam co się stało. Gdzie jest babcia ?
I on się wtedy odezwał. I powiedział coś, co mnie zrujnowało. Powiedział, że babcia wczoraj miała zawał. A dzisiaj umarła.
A ja miałam ochotę wziąść nóż i podciąć sobie żyły. Kolejna tak ważna osoba. I znowu przeze mnie. I oczy dziadka. Jedno wielkie oskarżenie. Nie mogłam znieść jego spojrzenia. I pożerał mnie wstyd. Wstyd, tego co zrobiłam. Tak ten głupi wstyd. Zażenowanie. Uciekłam. Nie mogłam inaczej. Byłam jak trucizna. Jestem jak trucizna. I zapewne czytasz to i nie możesz uwierzyć. Jestem mordercą. Nie powinnam nawet na Ciebie spojrzeć tamtego dnia. Powinieneś mi pozwolić zgnić na tym peronie...
A z dziadkiem? Wszystko w porządku, wiem od przyjaciół. Podniosł się i żyje dalej. Wysłałam mu list. Że żyję. Oczywiście tak, aby nie mógł mnie odnaleźć. Nie mówiłam Ci o tym, abyś nie wnikał w szczegóły. Wiem, jak bardzo męczyło Cię to, co niejasne.
Wiesz co mnie najbardziej boli? Że zrobiłam to samo co mój tata. Zachowałam się w ten sam idiotyczny sposób. Jak wielki tchórz. Jestem tchórzem. Wielkim.
Zapadam się pod ziemię...

Dziękuję Ci. Za wszystko. Przepraszam. Za siebie.
Już niczyja,
Julia.

***

A teraz? Umieszczę go w kopercie, nakleję znaczek i włożę do szuflady. Szuflady listów wysłanych do nikąd.
Komentuj (15)


Link :: 17.09.2005 :: 01:41
Człowiekowi trudno układać słowa, których nigdy wcześniej nie łączył. Nie jest łatwo z dnia na dzień kompletnie zmienić swoje życie. Wiem, że to była zmiana na lepsze, jednak troszkę mnie przytłaczała. Nowe. Za dużo nowych uczuć.
Chwilami miałam wrażenie, że pani Jowita jest dla mnie jak matka, której można powiedzieć, że nigdy nie miałam... Jej oczy przepełnione dobrocią, jej podziękowania za najmniejsze drobnostki były dla mnie wręcz krępujące. Dziwnie. I chociaż mnie to krępowało, to jednocześnie dodawało otuchy. Stawałam się śmielsza, odważniejsza i chętniej kroczyłam dalej przez życie. Pani Jowita wiele mnie nauczyła. Chociażby jak robić naleśniki. Sama się sobie dziwię, że wcześniej o nich nawet nie słyszałam. Nigdy nie zapomnę Twojego chichotu, gdy próbowałam podrzucić naleśnika i mi raz po razie nie wychodziło. To był taki szczery śmiech. Zaskakujące jest to, jakie drobiazgi nas bawią.
Ale nauczyłam się. Nauczyłam się podrzucać naleśniki. Nauczyłam się też wiele innych rzeczy. Uczyłam się też Ciebie. Krok po kroku. Ale nigdy nie byłam pewna, kim jesteś. Tak naprawdę to o sobie mało wiedzieliśmy, żyliśmy raczej chwilą. Ja nie pytałam o Twoją przeszłość, bo bałam się pytań rewanżujących. Ty nie pytałeś o moją, bo widziałeś, jak unikam tego tematu. Wstyd czasem się przyznać do zwykłych, głupich spraw. Wstyd. To nie był odpowiedni czas. Chociaż teraz już wiem, że tak naprawdę to jestem Ci winna historię o tej dawnej mnie. Winna. I muszę spłacić ten dług...
Komentuj (5)


Link :: 14.09.2005 :: 23:32
Poszłam za Tobą, bo czy miałam lepsze wyjście? Można powiedzieć, że był to ruch godny idiotki. Weszłam jak sarenka w wielkie sidła. Ale czułam, że wszystko się ułoży, że jutro będzie piękny słoneczny dzień i nawet rosa będzie się do mnie uśmiechać. Powietrze napełniało mnie nadzieją. "Będzie dobrze" szeptał wiatr. Uwierzyłam. I poszłam za Tobą.
Szybko obmyśliłeś plan. Twoja zaradność mnie wręcz powalała. Twoja ciotka szukała osoby, która by jej pomogła w podstawowych zajęciach gospodyni domowej, najchętniej na stałe, na każdą porę dnia. Idealnie to wymyśliłeś. Idealnie ułożyłeś mi niepewność na półce i przysypałeś kurzem. Gdyby tylko na zawsze tam została...
Zamieszkałam u starszej pani w małym, słodkim pokoiku. Miał swój specyficzny styl, to trzeba mu przyznać, jednak promieniał wręcz urokiem. Cieszyłam się. Cieszyłam się, że mam dach nad głową i może wreszcie komuś się przydam. Cieszyłam się, że spotkałam Ciebie. Cieszyłam się, że jutro będzie kolejny dzień. Dawno mnie to nie radowało...
Zasnęłam szybko i spokojnie. Zmęczyła mnie podróż i wrażenia. Zmęczył mnie ten skok w nowe życie. Ale było to dobre. Może to też mnie wtedy zmęczyło? Osoba, która miała tak mały kontakt z dobrocią, na takie związki reaguje sporym szokiem. I mną taki wstrząsnął. Bo zdałam sobie sprawę, że może te "puste" frazy, że życie jest piękne, które sobie wmawiałam, nie są wcale puste. Że mogą być prawdziwe.
Obudziłam się wpatrzona w sufit - idealnie prosty i biały. Uśmiechnęłam się do niego z nadzieją, że się choć odrobinę zarumieni. Otworzyłam okno. Oślepiona przez słońce delektowałam się powietrzem i szykowałam się na długi, nowy, lepszy dzień...
Komentuj (5)


Link :: 12.09.2005 :: 17:46
Może wyda się to banalne i zplagiatowane - ale tak było. Uciekałam przed przeszłością. To właśnie jej się tamtego dnia bałam. Płytkie i tchórzowskie, ale jednak spakowałam walizkę w środku nocy i uciekłam. I tak to się zaczęło...
Nie wiedziałam, gdzie iść. Jedyną skuteczną ucieczką było kompletne odcięcie sie od przeszłości. Drażniło mnie, gdy starałeś mi się wmówić, że to nie było trudne. Było. Cholernie trudne. Tak, wiem, przecież chciałam od niej uciec. Jednakże byli tacy ludzie, których nie chciałabym zostawić na dłużej niż godzinę. Teraz piszę do nich maile. Jedyny kontakt z przeszłością... Ale do rzeczy.
Od najmłodszych lat kochałam Gdańsk i to właśnie to miejsce obrałam za cel podróży. Tylko było jedno ale: Co dalej? Co zrobić, gdy już tam będę? Tyle niewypowiedzianych pytań, tyle nieusłyszanych odpowiedzi. Jednak nie było już odwrotu. Wsiadłam w pociąg na Łodzi Fabrycznej, zamknęłam oczy i czekałam na to, co będzie dalej.
Minęło 6 godzin i byłam na miejscu. Opuściłam pociąg i... I wtedy się załamałam. Byłam sama. Zupełnie sama. Skazana na siebie. Patrzyłam się na peron, na tłum ludzi, na powitania, pożegnania, uściski, pocałunki. A ja? A ja zrobiłam milowy krok w nowe życie, kto wie czy nie będzie to bagno. I stałam sama niepewną stopą w tym życiu. I nie miałam nawet do kogo krzyczeć pomocy. Usiadłam i zapłakałam. Bo cóż innego mi pozostało?
I wtedy zjawiłeś się Ty. Ledwo Cię takiego pamiętam, tak bardzo się zmieniłeś od tamtego momentu. Uśmiechnąłeś się - tak szczerze, że nawet tego się nie spodziewałam. Byłeś dowodem na to, że jeszcze istnieję. Usiadłeś i nic nie mówiłeś. Patrzyłeś - tak ciepło. Byłeś wszystkim, czego w tamtej chwili potrzebowałam I może zabrzmi to dziwnie dla niektórych, ale wtedy Cię przytuliłam, pamiętasz? Tak mocno, jak nigdy wcześniej. I czułam się bezpieczna. Czułam, że nic mi nie grozi. Byłam przez chwilę szczęśliwa. Wierzyłam, że wszystko się ułoży, że zacznę życie od nowa. Dzięki Tobie na nowo chciałam żyć. A nawet nie pamiętam, czy powiedziałam Ci dziękuję za tamten uśmiech. I nawet nie wiem, czy jeszcze będę miała okazję powiedzieć...
Komentuj (7)


Link :: 12.09.2005 :: 00:23
Śledziłam każdy ruch. Bałam się. Tak po prostu. Jak mała dziewczynka przed pierwszym dniem w szkole. Jak? Nie. Ja nią byłam. Byłam małą bezbronną dziewczynką. Tylko Ty tego nie zauważałeś. Kpiłeś ze mnie i z moich lęków.
Czasem też tak chciałam. Wyśmiać samą siebie, spojrzeć się jak na idiotkę i iść dalej. Ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam dawać sobie ciosów prosto w serce, a potem odchodzić.
Zazdrościłam Ci momentami tej lekkości. Teraz chyba już rozumiem, dlaczego to robiłeś. Zwykły strach. Bałeś się jeszcze bardziej niż ja. Przecież to Ty jesteś facet, Ty nie możesz się bać. I "nie bałeś". Pokazywałeś mi jaki jesteś odważny. Pokonywałeś przeszkody niczym heros. Tylko nie zauważyłeś jednego - że mi to nie imponowało, mnie to oddalało jeszcze bardziej.
A teraz? Teraz siedzę tu sama. Patrzę w pustą przestrzeń i wspominam. Wspominam całego Ciebie. Każde Twoje potknięcie i każde ukoronowanie laurami. I wiesz co? Tęsknie, chociaż nie mam pewności za czym. Raniłeś mnie. W zimny i perfidny sposób. Choć nie chciałeś. Wiem, miałeś dobre serce. Tyle, że Tobie się wydawało, że zbyt dobre. Raniłeś...
Siedzę i wspominam. Płaczę i na łzach buduję historię. A co z Tobą? Gdybym to ja wiedziała...
Zastanawiam się, kiedyśmy się poznali. Jak dawno to było? Na pewno pamiętasz ten dzień, ale nigdy byś się do tego nie przyznał. Ja pamiętam kiepsko. Chciałabym, abyś uzupełnił tą historię. Może innym razem.
Zatem, wszystko się zaczęło, gdy bałam się tak jak dzisiaj. Tylko Ty wtedy zauważyłeś mój strach ...
Komentuj (2)


***

2008
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień


Wyślij wiadomość